Glaca i album "ZANG"
dałem nowej płycie glacy ("debiutanckiej" jak napisał jeden z portali) szansę i przesłuchałem na spokojnie.
jednak nie działa. wszystkie kawałki na jedno kopyto, o identycznej strukturze i identycznie zaśpiewane (a właściwie wyrecytowane skrzekiem), nawet teksty właściwie wszystkie na jeden temat. "eksperymenty" brzmieniowe i aranżacyjne to ten sam worek mocno nieświeżych patentów schyłkowego numetalu. abstrahuję zupełnie od nastoletniego angstu sprzedawanego przez gościa osiągającego piąty krzyżyk, skoro mu tak w duszy gra to niech sobie nagrywa.
na całej płycie nie ma ani jednego kawałka dorównującego "sam przeciwko wszystkim" z czasów my riot, a przecież to utwór średni, nie ma co nawet porównywać do dokonań sweet noise.
z pozytywów: kawałek "trotyl" ma fajny riff gitarowy. niestety ma też wszystkie wymienione wyżej wady.
jednak nie działa. wszystkie kawałki na jedno kopyto, o identycznej strukturze i identycznie zaśpiewane (a właściwie wyrecytowane skrzekiem), nawet teksty właściwie wszystkie na jeden temat. "eksperymenty" brzmieniowe i aranżacyjne to ten sam worek mocno nieświeżych patentów schyłkowego numetalu. abstrahuję zupełnie od nastoletniego angstu sprzedawanego przez gościa osiągającego piąty krzyżyk, skoro mu tak w duszy gra to niech sobie nagrywa.
na całej płycie nie ma ani jednego kawałka dorównującego "sam przeciwko wszystkim" z czasów my riot, a przecież to utwór średni, nie ma co nawet porównywać do dokonań sweet noise.
z pozytywów: kawałek "trotyl" ma fajny riff gitarowy. niestety ma też wszystkie wymienione wyżej wady.